Odkąd poznałam Okuniewską i dotarło do mnie, że znowu jestem przyjaciółką idiotką, szukam alternatywnej drogi. Dwa razy pomyślę, nim zrobię jakiś chory ruch, nie zdarzyło mi się jeszcze „nie to okno” i na ramieniu ciągle siedzi mi duma i mówi: #nieróbtego. Bardzo mnie to cieszyło do momentu, w którym odkryłam kolejną rzecz! Prawdziwy ze mnie Internet Explorer, co jest szalenie emocjonujące w procesie nie wkręcania się w emocjonalne relacje.
To, że jestem emocjonalnym ułomem, wiadomo nie od dziś. Od paru miesięcy dzielnie walczy z tym mój psychoterapeuta, ale jak mu idzie - nie mnie oceniać. Spoko emocje to te najbardziej entuzjastyczne. Superhiperradości, dobra energia, pozytywne i bojowe nastawienie do świata. No super. To mogę sobie przeżywać. I złość połączona z furią, bo w to jestem dobra, choć z panowaniem nad tym drugim pojawiają się jeszcze problemy.
No ale nie o tym miało być. Bo powoli na scenę wchodzą natrętne myśli, które w magiczny sposób łączą się z relacjami i - uwaga, słowo klucz - zaangażowaniem. W tym momencie mój mózg zaczyna spierdalać w podskokach w nieodkryte dotąd krainy. To znaczy tak mi się wydawało, że nieodkryte. Do dziś, bo…
… nagle z osoby, która do rana może czytać albo oglądać obrazki na Instagramie, stałam się fanką chodzenia spać przed północą. Bo jestem zmęczona. Bo muszę rano wstać. Bo organizm potrzebuje.
Nie no, jasne. Potrzebuje, tylko dlaczego. Pamietam jak obsesyjnie chodziłam spać o 22, kiedy kilkanaście (CO) lat temu pojawiła się w mojej głowie myśl, że muszę rozstać się ze swoim chłopakiem. I tu witamy oklaskami kolejnego gracza: odpowiedzialność.
Czyż nie lepiej iść spać i wyłączyć mózg niż rozkminić parę spraw, rozpykać je na złoto, znaleźć rozwiązanie i działać dalej?
Odpowiadam: otóż nie.
A apropos obsesji, to dowiedziałam się, że moje obsesyjno-kompulsywne liczenie ma swoją nazwę. Nerwice natręctw to naprawdę ładny świat. No ale przynajmniej mam wszystko policzone, to daje spokój mojemu mózgowi, poza tym robienie tych wszystkich matematycznych obliczeń i wpisywanie wartości daje mi poczucie, że mam kontrolę. Bo cyfry i liczby po prostu dodajesz, to się sumuje wszystko i wychodzi konkretny wynik. I to jest git, a nie jakiś tam świat emocji, co ich nie widać, nie dają pewnych wyników i trzeba nad nimi spędzać dużo czasu. Jakby nie dało się tego z wzoru jakoś policzyć. Przynajmniej rachunek prawdopodobieństwa, nooo!
Może to się jakoś leczy? Najlepiej tabletki jakieś #dej, bo tak bardzo nie chce mi się starać i pracować nad sobą, że masakra.
Serio.
No to dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz